Myślałam, że pojechałam na Życie Bez Ograniczeń poznać osobiście Nicka Vujcica…

Myślałam, że pojechałam na Życie Bez Ograniczeń poznac osobiście Nicka Vujcica – i tak się stało ale dodatkowo okazało się, że zobaczyłam tam kogoś, kto stał się – i do dzisiaj jest – ważną osobą w moim życiu…

Kiedy wyszedł na scenę, powaliła mnie jego energia. Czułam jego dobre intencje i pokorę mimo, że był mistrzem świata. Jego historie bawiły i wzruszały jednocześnie. Roznosił scenę a ta energia rozprzestrzeniała się na cały stadion. Szybko się zorientowałam, że ten „człowiek z nikąd” – bo wcześniej o nim nie słyszałam, wniesie nową jakość do naszej branży.

Ale nie to mnie uderzyło najbardziej. Mówił o treningu mentalnym i o tym, jak zmienił wynik polskich siatkarzy w mistrzostwo świata. Pokazywał twarde dowody na to, jak to działa – że to, co masz w głowie, przekłada się na rezultaty. I to był dla mnie szok.

Od kilku lat korzystałam z tych narzędzi w biznesie i kompletnie nie wiedziałam, jak o nich mówić. Nawet nie wiedziałam, że to się tak nazywa. W Polsce rzadko się o tym mówiło i nie można było nic na ten temat przeczytać. Bałam się, że biznes uzna to za herezję, szarlatanerię, że to zdyskredytuje mnie w oczach liderów.

A tu proszę – jest człowiek, który trzyma złoty krążek mistrzostw świata w dłoni i mówi, że to działa!!!

Ewidentnie Jakub B. Bączek – trener mentalny mistrzów świata był tego dnia dla mnie objawieniem. Osobiście poznałam go dopiero kilka miesięcy później na wydarzeniu „Giganci życia”. Wymieniliśmy kilka zdań, po czym umówiliśmy się na spotkanie.

Okazało się, że nie tylko trening mentalny nas łączy – również podejście do biznesu, strategie na zarządzanie naszymi organizacjami i zespołami, podobne wartości, zamiłowanie do filozofii buddyjskiej, tematy, którymi chcemy dzielić się ze światem.

W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że rozmawiam ze swoją konkurencją, której się nie obawiam, od której czuję czyste intencje i gotowość do współpracy, szczerość, otwartość i wielkie wsparcie. Jednocześnie jestem gotowa dawać to samo!

Przez dwa lata po prostu dzwoniliśmy do siebie, spotykaliśmy się na kawę czy obiad, wymienialiśmy się spostrzeżeniami, wnioskami i strategiami. Z czasem zaczęliśmy odwiedzać się gościnnie na swoich wydarzeniach.

Zaprzyjaźniliśmy się. Okazało się, że łączy nas o wiele więcej niż scena, filozofia buddyjska i trening mentalny. Oboje uwielbiamy się śmiać i „odpinać wrotki” mimo, że jednocześnie potrafimy robić poważne rzeczy z bardzo poważnymi klientami.

Śpiewamy i gramy na tych samych instrumentach – co już jest naprawdę dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że jeden z tych instrumentów to niezwykle rzadki dziś akordeon! Nasze rodzinne domy są na ulicach o tej samej nazwie, jeździmy samochodami tej samej marki, słuchamy muzyki tych samych – nieznanych w Polsce (albo mało znanych) wokalistów….i ćwiczymy na niektórych zajęciach z uczestnikami jogę śmiechu – o co nawet podczas jednego eventu się trochę posprzeczaliśmy. Im więcej czasów spędzamy razem, tym więcej podobieństw odkrywamy… i przecieramy coraz bardziej oczy ze zdziwienia.

Bywało, że mieliśmy trudne rozmowy, trudne tematy i asertywne komunikaty. I to paradoksalnie nas do siebie zbliżyło, zbudowało jeszcze większe zaufanie. To sztuką się twórczo się konfliktować i z szacunkiem i zrozumieniem rozmawiać o wyzwaniach jednocześnie dbając o relację. Kuba to potrafi jak rzadko kto.

Wielkim sprawdzianem dla tej relacji miał być wspólny projekt, na który się (wreszcie!) zdecydowaliśmy na początku tego roku.

Obydwoje budujemy zespoły, które osiągają ponadprzeciętne wyniki i jednocześnie pomagamy naszym klientom budować zespoły, które wygrywają niejedne starcie – Kuba w sporcie, ja w biznesie. Nie dziwi więc nikogo fakt, że powstał program „MISTRZOWSKI ZESPÓŁ W 90 DNI”.

Wsadziliśmy w ten program ogrom wiedzy i doświadczeń i jestem przekonana, że jest to wiedza wzięta nie tylko z teorii – choć odwołujemy się do kilku modeli ale przede wszystkim poparta praktyką i sprawdzona w boju z tysiącami menedżerów i sportowców. Każdy kto z niej skorzysta, będzie mógł przenieść ją na grunt swojego zespołu – czy to w sporcie, czy w biznesie i powalczyć i lepsze rezultaty.

Śmiać się razem to jedno, pracować razem to drugie!
W branży rozwoju, gdzie jest wielu indywidualistów i trudno grać na partnera i tworzy przestrzeń dla drugiej strony, współpraca dwóch silnych marek i osobowości mogła być wyzwaniem. Dodatkowo utrudniliśmy sobie temat, bo zdecydowaliśmy się wyjechać do Włoch na kilka dni, by nagrać materiał i byliśmy „skazani na siebie” o wiele dłużej niż kilka godzin nagrań, po których każdy wraca do swojego życia.

Utrzymywaliśmy bardzo wysokie tempo pracy, a mimo to w międzyczasie była przestrzeń na żarty, przyjacielskie docinki i spacer nad morzem.
Kuba okazał się profesjonalistą w każdym calu. Jest tytanem pracy, zawsze przygotowanym i gotowym na wiele poświęceń i wyrzeczeń. Pracę zaplanowaną na trzy dni zrobiliśmy w jeden dzień!!! Kiedy pracuje, jest skoncentrowany i uważny. Zwraca uwagę na każdy szczegół a głównie na relacje z innymi, bo w centrum stawia człowieka. Upewnia się, że wszystko spełnia zakładane standardy, nie godzi się na bylejakość. Jest nastawiony na cel i zmierza do niego pewnym krokiem.

Imponuje mi tym, że w biznesie i w życiu idzie po swoje ale nie za wszelką cenę, nie po trupach. Jest sportowcem i przedsiębiorcą, więc lubi wygrywać. Osiągnął w tej branży w 3 lata to, na co inni potrzebowali więcej niż dekadę. I robi to z ogromną klasą zachowując równowagę miedzy celami i świadomym budowaniem swojej przewagi konkurencyjnej a relacjami, które w tej branży buduje.

Jest mentorem, od którego można czerpać garściami i jednocześnie chłopakiem, z którym można się zaprzyjaźnić. Przekracza kolejne granice wyznaczając standardy pozostając wciąż pokornym do życia i rynku. Można z nim prowadzić poważną, merytoryczna, biznesową rozmowę i zaraz po tym zrywać boki ze śmiechu, kiedy odpala razem z tobą wewnętrzne dziecko.

Kiedy jesteśmy razem, pojawia się kilka problemów – czasem te wszystkie na raz:
– mało kto zrozumie, z czego się razem śmiejemy (zazwyczaj dość głośno 😉 )
– może się okazać podczas posiłku, że to co jemy znajdzie się na czyimś ubraniu (dobra – głównie za moją przyczyną 😉 )
– zagadujemy wszystkich kelnerów zadając masę pytań i budujemy z nimi relacje, co innych wprawia w lekkie zakłopotanie
– docinamy sobie nawzajem i czasem trzeba robić filmowe duble – szczególnie jak podczas zdjęć wyglądamy jak Marcin Prokop i Dorota Wellman
– jak „odpinamy wrotki” to często małe zakłopotanie innych przeradza się w wielkie zszokowanie i trzeba sobie z tym jakoś radzić – głównie w miejscach publicznych 😉 – aż strach pomyśleć, co będzie, jak kiedyś stracimy nad tymi wewnętrznymi dzieciakami kontrolę… 😉

A tak poważnie…. Kuba jest nie tylko mistrzem świata i najlepszym trenerem mentalnym w Polsce. Jest skutecznym przedsiębiorą i inwestorem, a przede wszystkim dobrym człowiekiem, który pozostaje sobą. A to w dzisiejszym świecie – gdzie dużo przeciętności i fałszu – naprawdę rzadkość.

Nie wiem, czy zrobimy razem jeden czy dziesięć projektów biznesowych, to nie ma znaczenia.
Są takie osoby, z którymi możesz spędzić jeden dzień a one znajdą swoje miejsce w Twoim życiu na zawsze. Dla mnie taką osobą jest Kuba!
Beata