Pamiętam, że po raz pierwszy porozmawiałem z Beatą Kapcewicz podczas eventu „Giganci Życia” w 2015 roku. Najdziwniejsze było to, że rozmawialiśmy, jakbyśmy się znali od dłuższego czasu.

Pamiętam, że po raz pierwszy porozmawiałem z Beatą Kapcewicz podczas eventu „Giganci Życia” w 2015 roku. Najdziwniejsze było to, że rozmawialiśmy, jakbyśmy się znali od dłuższego czasu. Ale że aż tyle mamy wspólnego, miało się dopiero okazać…

Beata Kapcewicz jest dla mnie absolutnie numerem 1 jeśli chodzi o trenerki biznesu w kraju. Dlaczego? Bo Ona naprawdę zakładała duże firmy, naprawdę budowała zespoły ludzi i jest współautorką realnych brandów, które zostały pokochane przez Klientów. Nie jest jedną z tych kobiet, które skończyły po prostu kurs Harva Eckera, naczytały się książek i opowiadają ze sceny jak robić biznes. Beata najpierw ten biznes budowała wiele razy – potem zaczęła o tym opowiadać. To czyni ją liderką na polskim rynku trenerek.

Z czasem jak zaczęliśmy snuć wspólne plany, rozmawiać przez telefon i spotykać się, okazało się, że łączy nas podejrzanie dużo. Mamy podobne wartości, Klient jest w centrum naszego zainteresowania, oboje jesteśmy zainteresowani tylko najwyższym poziomem szkoleń i cóż – chyba oboje mamy skłonność do pracoholizmu 🙂 Ale też urodziliśmy się w tym samym miesiącu, lubimy podobne piosenki, gramy na tych samych instrumentach muzycznych, kończymy za siebie rozpoczęte zdania i śmiejemy się bardzo głośno z tych samych żartów, podczas gdy reszta grupy patrzy na nas jak na kosmitów!

Czy zawsze było idealnie? Nie! Na „Życiu bez ograniczeń 2” w Krakowie wykorzystałem na scenie tak zwaną śmiechojogę, a faktycznie kilka tygodni wcześniej widziałem jak na „Dream Plan Succes” Beatka też robi śmiechojogę.

I choć znałem tą metodę już z animacji czasu wolnego w STAGEMAN faktycznie mogło to wyglądać tak, jakbym splagiatował pomysł Beatki na wdrożenie jogi śmiechu do wystąpień motywacyjnych. Mieliśmy wtedy trudną rozmowę i… czuję, że ona nas jeszcze bardziej do siebie zbliżyła.

Przyznałem Beacie rację, że powinienem porozmawiać o moim pomyśle przed wystąpieniem, a Beatka wybaczyła mi i popatrzyła na sprawę moimi oczami. To było budujące bo od tego dnia wiedzieliśmy, że możemy się wspierać nie tylko w tych łatwych i przyjemnych momentach, ale także na zakrętach, a nawet – jeśli się w jakiejś kwestii nie zgadzamy.

Wiśniówką na torcie był dla mnie wyjazd z Beatą na około tydzień do Rimini we Włoszech. To właśnie tam nagraliśmy nasz wspólny kurs: MISTRZOWSKI ZESPÓŁ W 90 DNI. Jestem z niego bardzo dumny i spodziewam się, że tysiące polskich managerów znajdzie w nim dużą wartość praktyczną dla siebie. To, co było niezwykłe: siedliśmy, zaczęliśmy rozmawiać i bez żadnych prób i ćwiczeń, po paru godzinach okazało się, że… mamy nagrane!

Planowałem 2-3 dni zdjęciowe. Nagraliśmy w 1! Ale taka jest właśnie Beata i relacja między nami. Rozumiemy się, wspieramy się, mamy flow we współpracy. Nie wyobrażam sobie takiej kooperacji z kimś kto ma wielkie ego i „gra tylko na siebie”. Beata jest partnerska, mądra, wyważona i odpowiedzialna. Nasza współpraca była harmonijna jak Bóg przykazał. A w międzyczasie…

Odwiedziliśmy San Marino, zjedliśmy wspaniałe włoskie lody o smaku serniczka (omnomnom), uśmialiśmy się tak, że gołębie wzbijały się w powietrze z sennych włoskich uliczek i szczerze podzieliliśmy się swoim know how bez obawy, że ta druga strona może to w niekorzystny sposób wykorzystać.

To jest synergia. Czuję ją z bardzo nielicznymi osobami. Na pewno z Beatą Kapcewicz – mentorką, autorką, businesswoman, ale przede wszystkim Wspaniałą i Mądrą Kobietą. Trenerką numer 1 w Polsce!